Stefan Themerson

Stefan Themerson

Stefan Themerson urodził się 25 stycznia 1910 roku w Płocku. Lata pierwszej wojny światowej spędził na froncie wschodnim, gdyż ojciec był  lekarzem  garnizonowym. Potem Themersonowie wrócili do Płocka, a w 1928 roku Stefan wyjechał na studia do Warszawy, gdzie zadebiutował jako poeta.  Poznał studentkę Akademii Sztuk Pięknych, Franciszkę Weinles, do której ilustracji wydał pierwszą z serii książek dla dzieci i którą poślubił w 1931, by przez następne pół wieku tworzyć z nią tandem artystyczny.

Małżeństwo Themersonów zajęło się filmem eksperymentalnym – krótkometrażowa Apteka (1931), reklamówka Drobiazg melodyjny (1933), Zwarcie z muzyką Witolda Lutosławskiego (1935) i Polski Gotyk (1937) zaginęły, zachowały się poszczególne fotogramy z Europy do ...

[czytaj biografię...]    [czytaj bibliografię...]    [powrót do listy haseł...]

STEFAN THEMERSON – logika i katastrofa

            Stefan Themerson  kojarzony jest raczej (bo znany wciąż nie dość dobrze) jako artysta awangardowy, szef i założyciel wydawnictwa artystycznego "Gaberbocchus", autor filmów, kolaży, wierszy z autorskiego nurtu "poezji semantycznej", kilkunastu książek dla dzieci, kilku sztuk teatralnych oraz opery, a przede wszystkim eksperymentatorskich powieści. Tymczasem refleksja nad kulturą (we wcześniejszych utworach polską, potem przede wszystkim w rozumieniu uniwersalnym, filozoficznym czy antropologicznym) przenikała nieodmiennie całe jego dzieło. Z uporem powracał do wątku etycznej oceny cywilizacji: pośrednio, wkładając swoje poglądy w usta bohaterów powieściowych i scenicznych,  a bezpośrednio, w esejach czy szkicach paraliterackich, których styl i forma wymykają się tradycyjnym przyporządkowaniom.

Za podstawowe założenie Themersonowskiej wizji świata uznać można nieufność wobec ustalonych systemów, ideologii, totalitaryzmów. Swoisty anarchizm tej refleksji godził w politykę, która przepełniała pisarza lękiem i niechęcią, ale sięgał też głębiej, do kwestionowania wszelkich "etykiet". Themerson tropił ...

[czytaj dalej...]

Dwa publikowane tu wykłady Stefana Themersona dają dobrą próbkę jego oryginalnego stylu, zarazem zawierają to, co w jego myśli istotne. Odczyt "Cel nad cele" ("The Aim of Aims"), wygłoszony po raz pierwszy w londyńskim National Poetry Centre w czerwcu 1976, zarysowuje minimalistyczny postulat przyzwoitości środków a zarazem podejrzliwości wobec wielkich celów wiary i ideologii. Myśl tę rozwija "Katedra przyzwoitości" ("The Chair of Decency") – wykład dedykowany Johanowi Huizindze, wygłoszony przez Stefana Themersona 11 grudnia 1981 roku w kościele de Hooglandse w Lejdzie. Autor  stawia w nim tezę o biologicznej cnocie łagodności, konkurencyjnej wobec koncepcji grzechu pierworodnego.

            Przedruk według: Cel nad cele, przełożyła Anną Kołyszko ",Literatura na Świecie" 1989 nr 3, s. 337-341.

            Katedra przyzwoitości, przełożyli Anna i Piotr Bikont, "Literatura na świecie" 1987, nr 7, s. 342-267.

           Skróty zaznaczono (...).

 

Stefan Themerson

CEL NAD CELE

Poproszono mnie, żebym przedstawił państwu odczyt. To zaproszenie, jakże miłe i pochlebne, kazało mi iść do parku, by tam przysiąść w zadumie na ławce, kazało mi przechadzać się w zadumie ulicami miasta, położyć się na kanapie i oddać się zadumie, która będąc melancholijna, aczkolwiek nie smutna, przypominała wskazówkę zegara biegnącą w koło i w koło i w koło, zawsze naprzód, ale też zawsze wracającą do punktu wyjścia. Stąd ta melancholia; albowiem zakwestionowaniu uległa istota postępu.   

Zapragnąłem wyhodować kryształ i przynieść go państwu w darze. Zapragnąłem owinąć go pięknie w słowa i dziś go państwu wręczyć. Na próżno... nie dlatego, iżby nie było mnie stać na przekuwanie kształtów w symetrie rymów i rytmów... wszakże kryształy wyrastają z niezmąconego spokoju, a tego nie potrafiłem w sobie znaleźć.

Zerwałem się więc z ławki, przystanąłem raptownie na środku chodnika, wyskoczyłem ze swojego snu – przyniosę wam gorejącą pochodnię, megafon, Allons, Citoyens!

Na szczęście... nie dlatego, iżby nie było mnie stać na przekuwanie rymów i rytmów w krzyk... ponieważ jednak doświadczyłem serpentyn historii, a także poznałem, widziałem i słyszałem już niejeden taki krzyk, zarówno prawdziwy, jak i fałszywy (przy czym prawdziwe wydają się groźniejsze) – przywołałem swe poczucie humoru, aby mnie powstrzymało, w samą porę.

Przychodzę tu dziś zatem z pustymi rękami, nie mogąc złożyć państwu żadnych celów w ofierze, gdyż trudno znaleźć tak szczytny cel, który bardziej wart byłby drgnienia serca niż przyzwoitość środków. Zważywszy bowiem wszystko, przyzwoitość środków to właśnie  j e s t  cel nad cele.

II

Istnieją tacy naiwni zwolennicy semantyki, którzy wierzą, że gdyby tylko nasi władcy, nasi wybawiciele (najrozmaitszego autoramentu) zdołali pojąć sens swoich wypowiedzi, wówczas skorygowaliby własna postępowanie. Cóż za złudzenie! Przecież to oni, wybawiciele, znają mechanizm języka o wiele lepiej, niż wszyscy semantycy, filozofowie języka i logicy formalni razem wzięci. Stąd wiedzą, jak się nim posługiwać, aby grać na przekonaniach tłumu: państwa i mnie.

A gdy poeta bądź powieściopisarz zostaje demagogiem, to samo ...

[czytaj dalej...]