Jerzy Stempowski

Jerzy Stempowski urodził się w 1893 roku, w rodzinie ziemiańskiej, jako syn Stanisława, publicysty, redaktora "Prawdy" i współzałożyciela "Ogniwa", wreszcie masona. Studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem filologię klasyczną w Monachium; pierwszą wojnę światową spędził na uniwersytetach szwajcarskich.  W 1919 roku rozpoczął pracę w poselstwie polskim w Bernie, a potem, do 1923 roku, pracował w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Był następnie korespondentem Polskiej Agencji Telegraficznej w Berlinie, w 1924 opublikował (pod pseudonimem) esej Pielgrzym, uważany za jego debiut artystyczny. W 1926 roku został szefem gabinetu premiera (był nim wówczas Kazimierz Bartel), jednak w 1929 ostatecznie rozstał się z polityką. Rozstanie ...

[czytaj biografię...]    [czytaj bibliografię...]    [powrót do listy haseł...]

JERZY STEMPOWSKI – niespieszny przechodzień

Wśród entuzjastów Jerzy Stempowski zachował opinię najwybitniejszego polskiego eseisty; długo źle obecny, dopiero pod koniec wieku doczekał się krajowych wznowień i omówień. Napisał sporo – o polityce, o literaturze, o teatrze, a przede wszystkim o psychospołecznym usytuowaniu tych zjawisk; w żadnym z jego tekstów nie znajdziemy jednak systematycznego wykładu poglądów na mechanizmy rozwoju i funkcjonowania kultury. Jego imponująca erudycja niemal nigdy nie ujawnia się bezpośrednio, jego wywody bywają kapryśne, czasem meandryczne, przerywają je dygresje i anegdoty rozbijające strukturę wypowiedzi, już to z powodu niechęci autora do akademizmu, już to przez zamiar skłonienia czytelnika do współmyślenia. Stempowski nie jest więc teoretykiem kultury; jest natomiast jej krytycznym obserwatorem, „niespiesznym przechodniem”, jak sam siebie nazywał w tekstach publikowanych w „Kulturze”, z pozoru bez zobowiązań studiującym rzeczywistość. Impulsem do pisania mogą być dla niego drobne wydarzenia: sąsiad z tramwaju, detal architektoniczny, wzmianka w gazecie. Refleksja karmi się żywą ciekawością świata, ...

[czytaj dalej...]

 Esej Ciągłość i kontrasty, napisany w 1961 roku, dobrze ilustruje metodę pisarską Jerzego Stempowskiego. Przypadkowy pasażer w szwajcarskim tramwaju, uderzająco niestarannie ubrany i niedomyty, daje mu asumpt do rozważań na temat dziejów higieny osobistej w Europie i do przeciwstawienia tradycji rzymskich łaźni i barbarzyńskiego niechlujstwa. A w końcu – do skróconego wykładu o narodzinach feudalizmu na gruzach cywilizacji rzymskiej. W niedługim tekście Stempowski nie tylko ujawnia swoją wizję procesów historycznych i swój podziw dla antyku,  lecz także formułuje zasadniczą opozycję między dwoma wzorami kultury. Rzymskim, nastawionym na ciągłość i trwałość, o czym świadczą budynki i akwedukty, które przetrwały do naszych czasów. I barbarzyńskim, pozbawionym perspektywy, który Europę mógł doraźnie obdarzyć warowniami i fortyfikacjami, ale nie zostawił jej ani dróg, ani mostów.

Przedruk według: Jerzy Stempowski Eseje, wybór i wstęp Wojciecha Karpińskiego, "Znak", Kraków 1984, ss.355-365.

 

CIĄGŁOŚĆ I KONTRASTY

Pamięci Ludwika Gumplowicza w pięćdziesiątą rocznicę śmierci

Od kilku miesięcy mieszkam znów w Szwajcarii, w mieście gdzie zamożność łączy się od kilku wieków z poczuciem porządku i umiaru. Jeżdżąc codziennie tą samą linią tramwajową zmam już z widzenia część pasażerów. W ubiegłym tygodniu uwagę moją zwrócił siedzący przede mną mężczyzna. Widziałem go z tyłu i zrazu zastanowiło mnie jego ubranie. Była to ciepła kurtka z mocnego, pozieleniałego na ramionach sukna, jaką kupuje lub każe sobie szyć ktoś, kto w ciągu najbliższych trzydziestu lat nie zamierza zadawać się z krawcami. Na szyi miał skręcony w postronek szalik nieokreślonej barwy, spod którego wyglądał kołnierz koszuli nie pranej być może od pół roku. Nigdy wprawdzie takiej koszuli nie widziałem, lecz wyobrażam sobie, że tak powinna wyglądać. Szyja i widzialna dla mnie część twarzy miały oliwkowy odcień skóry dawno nie mytej, policzek jednak był gładko ogolony. Jak robił to nie myjąc się? Używał widocznie elektrycznej maszynki do golenia. Ciemne włosy, dawno nie strzyżone, miał zaczesane na tył. W jednym miejscu przeświecała przez nie mała łysinka. Był to herpes tonsurans, jaki widziałem przedtem tylko raz jeden w 1919, gdy po wojnie zaczęły się szerzyć różne rzadko widywane choroby zakaźne. Nieznajomy musiał więc żyć w nieopisanym zaniedbaniu i brudzie. Pościel, na której spał, miała zapewne barwę dorosłego skorpiona. Trudno przypuszczać, aby jakaś kobieta chciała z nim dzielić takie łoże. Nieznajomy obchodził się najwidoczniej bez kobiet.

Im dłużej nań patrzyłem, tym wyraźniej zarysowywały się różnice dzielące go od pozostałych pasażerów, umytych, ostrzyżonych i kupujących z początkiem każdego sezonu nowe ubranie z wełny lub materiału syntetycznego. Nieznajomy nie brał i nie chciał być może brać udziału w ogólnych procesach wymiany. Przypuszczałem, że był to cudzoziemiec, uchodźca ze Wschodu lub obcy robotnik poszukujący pracy. Kupując bilet zwrócił się jednak do konduktora w miejscowym dialekcie. Zatem tutejszy. Jego obcość i zaniedbanie były więc chyba objawem choroby umysłowej. Na przedzie tramwaju zwolniło się tymczasem miejsce, na którym siadłem, ...

[czytaj dalej...]