Bruno Schulz

Bruno Schulz

Bruno Schulz – prozaik, eseista, grafik, malarz, tłumacz (m.in. autor przekładu Procesu Franza Kafki) – urodził się 12 lipca 1892 roku w Drohobyczu w ortodoksyjnej, lecz spolonizowanej rodzinie żydowskiej. W latach 1902-1910 ukończył gimnazjum im. Cesarza Franciszka Józefa. Studia architektoniczne rozpoczął na Politechnice Lwowskiej (1910-13), potem studiował malarstwo w wiedeńskiej Akademii Sztuk Pięknych. Po powrocie do Drohobycza próbował utrzymywać się z pracy artystycznej – tworzył rysunki, grafiki, obrazy olejne na zamówienia oraz dla rodziny i przyjaciół. W 1922 roku wystawiał swe prace w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie. Z tego okresu pochodzi najsłynniejszy cykl grafik zatytułowany Xięga bałwochwalcza, wykonanych oryginalną metodą, ...

[czytaj biografię...]    [czytaj bibliografię...]    [powrót do listy haseł...]

BRUNO SCHULZ - słowo i mit

Centralną kategorią, wokół której ogniskuje się cała twórczość Brunona Schulza jest mit. Pomaga on bowiem wyosobnionej jednostce odnaleźć się w społeczności i w świecie, a tym samym pozyskać znaleźć remedium na doświadczany kryzys kultury.

Cywilizacja według Schulza jest – podobnie, jak w koncepcji Witkacego – naroślą, służącą zaspokajaniu doraźnych potrzeb praktycznych. Jako nadbudowa nad pierwotną rzeczywistością ludzką prowadzi do powstawania nietrwałych wytworów. Dlatego właśnie kolejną – po micie – centralną figurą w opowiadaniach Schulza jest śmietnik, będący wyrazem zanegowania cywilizacji. Najczęściej staje się  domeną osób upośledzonych, funkcjonujących poza kulturą, partycypujących w świecie natury,  przypominających pół zwierzęce, pół boskie istoty.

Kultura natomiast u Schulza nie jest tożsama z cywilizacją. Oznacza ona rzeczywistość symboliczno-duchową, gdy cywilizacja sprowadza się do sfery techniczno-użytkowej. Kultura tak pojmowana określa miejsce człowieka w świecie. Człowiek jest podporządkowany cyklom kalendarzowym, a czasoprzestrzeń opowiadań Schulza, już na tym poziomie, ujawnia swój ...

[czytaj dalej...]

Wybrane teksty ukazują drogę twórczą Brunona Schulza  – od doświadczenia kryzysu kultury (Wędrówki sceptyka), po wiarę w moc słowa poetyckiego oraz siłę mitu (Mityzacja rzeczywistości). Ta kluczowa kategoria została przez autora wyrażona najpełniej w utworze prozatorskim, dającym także przedsmak artystycznego języka Schulza (Republika marzeń). Opowiadanie to jest także  pokazem twórczej mocy poetyckiego słowa oraz wyrazem przekonania o kreacyjnej roli człowieka jako podmiotu kultury.

Przedruk według: Bruno Schulz, Mityzacja rzeczywistości, w: Opowiadania. Eseje. Listy, wybór i posłowie Włodzimierz Bolecki, Bertelsmann, Warszawa 2000, s. 335-337; Wędrówki sceptyka, tamże, s. 360-362, Republika marzeń, tamże, s. 300-307.           

Bruno Schulz
WĘDRÓWKI SCEPTYKA

 

           Spacery sceptyka przez rumowiska kultury. Jak daleko i szeroko okiem sięgnąć – wszędzie gruz i miał. Wędrowiec zastał już wszystko w gruzach, przeorane wzdłuż i w poprzek przez pług niestrudzonej myśli ludzkiej. Wędrowiec stawia ostrożnie swą laseczkę spacerowicza, zatrzymuje się wsparty na niej, uśmiecha się. Potem grzebie melancholijnie laseczką w gruzie: problemy i problemy, szczątki, ułamki i fragmenty problemów. Tu głowa odłamana patrzy z ukosa, tam noga wygrzebuje się, gramoli i kuśtyka samotnie przez śmietnisko. Jeszcze jest w tych rudymentach słaby fluid życia, jeszcze zbliżone do siebie łączą się i ożywiają. Wędrowiec lubi je rekonstruować i składać, niekoniecznie właściwą głowę do właściwego tułowia. Tak powstają dziwolągi. Wędrowiec cieszy się i zanosi się cichym śmiechem, gdy te dziwotwory spierają się ze sobą o zamienione głowy. Zaciera ręce, gdy mu się uda wywołać powszechny zamęt, maskaradę nieporozumień, wieżę Babel idei. Z rozkoszą bawi się w arbitra i rozsądza spory między tymi widmami problemów, rozsądza je najopaczniej, ze złą wolą, z jedyną intencją doprowadzenia sprawy do absurdu. Niby to rewindykuje rozkradzione członki na rzecz skrzywdzonej idei, ale biada faworyzowanej. Udusi ją wnet w nadmiarze zrewindykowanej treści.      

   Jedno pokolenie ludzkie wstecz – wędrował inny sceptyk po rozłogach kultury, starzec w długim szlafroku, z siwą brodą. O ileż miał bardziej ludzką twarz od tego kobolda. I on był lekko zaatakowany, nosił w sobie zarazki tej febry, która toczy tamtego, ale jego sceptycyzm był dziecinną chorobą, rodzajem ospy wiatrowej, na którą się nie umiera. Świat, w który wierzył, był zaledwie po wierzchu zwietrzały, sfermentowany lekko na powierzchni, spierzchły cienkim zaledwie nalotem chorej pleśni.

   Trzon dogmatów życiowych był jeszcze nie naruszony. Mądry starzec nie wiedział jeszcze o zdradliwości nauk przyrodniczych, żywił prostoduszną i naiwną wiarę w atomy i materię. Jego kosmos miał w porównaniu do kosmosu kobolda stosunkowo ludzkie proporcje. Był wymierzony w kategoriach myśli ludzkiej. Od czasów dobrego starca przeszedł świat przez wiele sit o ciasnych okach, w których zostawiał stopniowo swą konsystencję. Freudyzm i psychoanaliza, teoria względności i mikrofizyka, kwanty i geometria nieeuklidesowa. To, co przesączyło się przez te sita, to już był świat niepodobny do świata, fauna śluzowata i bezforemna, ...

[czytaj dalej...]