Janusz Korczak

Janusz Korczak (właściwie Henryk Goldszmit) jako datę swoich urodzin podawał rok 1878 lub 1879. Przyszedł na świat w Warszawie, w rodzinie zwolenników Haskali; obaj jego dziadkowie byli chirurgami, ojciec – aktywnym społecznie prawnikiem. W 1898 roku, po ukończeniu gimnazjum, Henryk Goldszmit studiował medycynę na ówczesnym rosyjskim Uniwersytecie Warszawskim. Wtedy zaczął się interesować problematyką społeczno-wychowawczą, zaangażował się do pracy w bezpłatnych czytelniach, prowadzonych dla ubogich dzieci przez Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności.

Jako publicysta związał się z „Głosem” (1901-1905), a potem „Przeglądem Społecznym” Jana Władysława Dawida, który skupiał wokół siebie intelektualistów o lewicowych poglądach, wśród nich: Stanisława ...

[czytaj biografię...]    [czytaj bibliografię...]    [powrót do listy haseł...]

JANUSZ KORCZAK – praktyk i wizjoner

Janusz Korczak – lekarz, pisarz, publicysta, a przede wszystkim wychowawca, wychodząc od praktyki stworzył wszechstronny projekt pedagogiczny, w który wpisana była całościowa wizja kultury. Wizja ta, rozsiana w wielu dziełach i działaniach, nie została nigdzie wyrażona bezpośrednio i systematycznie. Najbardziej znamienne jej ślady odnajdujemy w Pamiętniku Janusza Korczaka, pisanym podczas okupacji niemieckiej w warszawskim getcie.

Uwadze czytelnika nie umkną dwa intrygujące fragmenty Pamiętnika, pozornie pozbawione związku, wiele jednak mówiące o wizji człowieczeństwa autora tych notatek. W pierwszym z nich zapowiada, że napisze „apologię wszy”, znienawidzonych w getcie roznosicieli śmiertelnego tyfusu. „Ale kto wejrzy w upośledzenie wszy? Kto, jeśli nie ja? Kto wystąpi, kto będzie miał odwagę wystąpić w jej obronie?” – pyta Korczak.

Drugi fragment to scenka, odnotowana już w trakcie akcji likwidacyjnej getta warszawskiego, a więc w najbardziej dramatycznym momencie jego historii. Korczak zapisuje myśli, które przyszły mu do ...

[czytaj dalej...]

Janusz Korczak rozpoczął pisanie Pamiętnika w maju 1942 roku. Ostatni zapisek pochodzi z 4 sierpnia, powstał więc w przeddzień wywiezienia Domu Sierot do Treblinki. Swoje zapiski Korczak prowadził nocami przy lampce karbidowej w pokoju, który dzielił z sześciorgiem chorych dzieci i umierającym starym krawcem, Azrylewiczem.

Pamiętnik przedstawia nie tylko bieżące wydarzenia z życia Domu Sierot i warszawskiego getta, ma też wyraźnie zaznaczoną warstwę autobiograficzną, w której Korczak dokonuje przeglądu swojego życia, wraca do czasów dzieciństwa i młodości.

Przedruk fragmentów Pamiętnika według:

Janusz Korczak Pisma wybrane, wybór Aleksander Lewin, opracowanie Maria Falkowska, Marta Kopczyńska i Irena Olecka, Nasza Księgarnia, Warszawa 1978, t. IV, ss. 299-301, 302-303, 305, 350, 359-376.

Janusz Korczak
PAMIĘTNIK
[CZĘŚĆ PIERWSZA]

Ponura, przygnębiająca jest literatura pamiętnikowa. Artysta czy uczony, polityk czy wódz wchodzą w życie niosąc pełnię ambitnych zamierzeń; mocnych, zaczepnych i gładkich poruszeń – żywy mobilizm działania. Wspinają się w górę zwalczają przeszkody, zwiększają zasięg wpływów, zbrojni w doświadczenie i liczbę przyjaciół, coraz owocniej i łatwiej etap po etapie zmierzają do swych celów. Trwa to lat dziesiątek, czasem dwa, trzy dziesiątki. A potem...

Potem już zmęczenie, potem już tylko krok za krokiem uparcie w raz obranym kierunku, już wygodniejszym gościńcem, z mniejszym zapałem i z przeświadczeniem bolesnym, że nie tak, że zbyt mało, że daleko trudniej samotnie, że przybywa już tylko biel włosów, więcej zmarszczek na gładkim dawniej i zuchwałym czole, że oko słabiej już widzi, krew wolniej krąży, a nogi niosą z wysiłkiem.

Cóż? – starość.

Jeden opiera się i dopuszcza, pragnie po dawnemu, nawet szybciej i silniej, by zdążyć. Łudzi się, broni się, buntuje i miota. Drugi w smutnej rezygnacji zaczyna nie tylko zrzekać się, ale nawet cofać.

– Już nie mogę.

– Już nawet nie chcę próbować.

– Nie warto.

– Już nie rozumiem.

– Gdyby zwrócono mi urnę spopielonych lat, energię strwonioną w błądzeniach, rozrzutny rozmach dawnych sił…

Nowi ludzie, nowe pokolenie, nowe potrzeby. Już jego drażnią i on drażni – zrazu nieporozumienia, a potem stałe już nieporozumienie. Ich gesty, ich kroki, ich oczy, białe zęby i gładkie czoło, choć usta milczą...

Wszyscy i wszystko wokoło, i ziemia, i ty sam, i gwiazdy twoje mówią:

– Dosyć... Twój zachód... Teraz my... Twój kres…Twierdzisz, że my i tak... Nie spieramy się z tobą – wiesz lepiej, doświadczony, ale pozwól samodzielnie próbować.

Taki jest porządek życia.

Tak człowiek i zwierzęta, tak bodaj drzewa, a kto wie, może nawet kamienie, ich wola, moc i czas.

Twoja dziś starość, a pojutrze zgrzybiałość.

I coraz spieszniej krążą wskazówki na tarczy zegarów.

Kamienne sfinksa spojrzenie zadaje odwieczne pytanie:

– Kto rano na czterech nogach, w południe raźnie na dwóch, a wieczorem na trzech?

Ty – na kiju wsparty, zapatrzony w gasnące, chłodne ...

[czytaj dalej...]