Leszek Kołakowski

Leszek Kołakowski

Leszek Kołakowski urodził się w 23 października 1927 roku w Radomiu, w rodzinie inteligenckiej o tradycjach lewicowych. Podczas okupacji brał udział w tajnym nauczaniu, bezpośrednio po wojnie rozpoczął studia filozoficzne na Uniwersytecie Łódzkim. Po ich ukończeniu przeniósł się na Uniwersytet Warszawski, gdzie w 1953 roku obronił doktorat poświęcony Nauce Spinozy o wyzwoleniu człowieka. Już w latach studenckich zaczął ogłaszać artykuły naukowe i publicystyczne, w których reprezentował ortodoksyjne stanowisko marksistowskie. Jako jeden z obiecujących ideologów nowego porządku został przyjęty do Instytutu Kształcenia Kadr Naukowych przy KC PZPR.

W połowie lat pięćdziesiątych podjął krytykę dogmatyzmu komunistycznego, stając się jednym z głównych ...

[czytaj biografię...]    [czytaj bibliografię...]    [powrót do listy haseł...]

Leszek Kołakowski – myśliciel w świecie sprzeczności

Leszek Kołakowski, choć był jednym z najwybitniejszych filozofów polskich drugiej połowy XX i początku XXI wieku, a jego myśl zyskała zasięg światowy, nie stał się twórcą żadnego skrystalizowanego systemu; jak sam stwierdził: "...nigdy nie miałem ambicji, by mieć własną filozofię, różną od wszystkich innych". Owszem, uprawiał filozofię – jako jej historyk, również jako historyk idei, autor esejów i powiastek filozoficznych, ale może przede wszystkim, by użyć nieco archaicznego określenia, jako myśliciel. Jako ktoś zatem, kto dąży do rozumienia świata opierając się na ujęciach filozoficznych, własnych i cudzych, ale nie poddając się wymogom spójności obowiązującym w filozofii, a nawet nie trzymając się kurczowo jej ram. Głównym wektorem jego myślenia było poczucie odpowiedzialności intelektualnej za kształt świata w najbardziej podstawowych jego wymiarach, które z czasem coraz wyraźniej definiował w kategoriach kulturowych.

Droga do takiego rozpoznania wiodła poprzez przezwyciężanie ideologii marksistowskiej, której zwolennikiem był Kołakowski za młodu, widząc w niej ucieleśnienie ...

[czytaj dalej...]

W tekście tym, będącym pierwotnie wykładem wygłoszonym po francusku w marcu 1980 roku w Collège de France, a następnie opublikowanym w "Le Commentaire", Leszek Kołakowski podejmuje, często przez siebie rozważaną, kwestię kulturowego istnienia wartości, odnosząc ją do fenomenu kultury europejskiej. Uwzględniając perspektywę antropologii, jako swoiście zachodniej formy poznania naukowego, wydobywa podstawowe dylematy relatywizmu kulturowego, epistemologiczne i etyczne, z którymi do dziś zmagają się antropolodzy. Wbrew dominującym tendencjom, broni eurocentryzmu, upatrując w kulturze zachodniej wyjątkowej zdolności do ciągłego samokwestionowania, poddawania krytyce i przekraczania własnych założeń i form identyfikacji. Zdolność tę wywodzi z ducha chrześcijaństwa, nie tyle ustanawiającego trwały kanon wartości, ile raczej kształtującego postawę mediacji między skrajnościami – zwłaszcza między duchem i materią – i ciągłego poszukiwania równowagi. Postawa ta z jednej strony służy wyzwalaniu energii wynalazczości i twórczego rozwoju, z drugiej zaś chroni przed pokusą doczesnego urzeczywistniania ładu uniwersalnego i ostatecznego. W tekście tym zbiegają się główne wątki dojrzałej twórczości Kołakowskiego, który daje tu pokaz swojej metody, łączącej wywód teoretyczny z analizą kulturową, a służącej podejściu, które sam nazywa "sceptycyzmem niekonsekwentnym".

Przedruk wersji polskiej tekstu według wydania: Leszek Kołakowski, Czy diabeł może być zbawiony i 27 innych kazań, "Aneks", Londyn 1984, s. 11-24.

Leszek Kołakowski

Szukanie barbarzyńcy
Złudzenia uniwersalizmu kulturalnego

Ani w opisy historyczne nie zamierzam się wdawać, ani w prorokowanie. Chcę, po pierwsze, rozważyć pewną propozycję natury epistemologicznej i, po wtóre, podsunąć sąd wartościujący, który jako taki będzie przedstawiony. Sąd ów daje się streścić w jednym słowie; chodzi mi mianowicie o obronę idei, która przez ostatnie dziesięciolecia była przedmiotem gwałtownych napaści i z tej racji niemal wyszła z obiegu: europocentryzmu. Słowo samo z pewnością należy do tej obfitej klasy pojęć skomponowanych jak worki na śmiecie. Wiele jest takich słów wygodnych, których beztrosko i o definicję się nie troszcząc używamy i do których upychamy zazwyczaj pewną ilość absurdów jawnych, niewartych zwalczania, pewne stwierdzenia faktyczne prawdziwe czy fałszywe, pewne oceny nadając się lub nie nadające do obrony, przy czym dobry użytek słowa polega na tym, że skupiając energię niszczycielską na absurdach mgliście z nim skojarzonych, atakujemy idee, które nie tylko na obronę zasługują, lecz których obrona może okazać się kluczowa dla losów cywilizacji. Są to zatem słowa par excellence ideologiczne, lecz nie dlatego, iż zawierają składniki normatywne, ale dlatego, iż funkcja ich na tym polega, by nie dać rozdzielić kwestii logicznie niezależnych, a treść normatywną utaić w pozornych stwierdzeniach opisowych. Lista takich słów w żargonie dziennikarskim jest dość długa: obok europocentryzmu mieszczą się tam, po stronie czarnej, słowa takie jak elityzm lub liberalizm, a po stronie białej takie jak egalitaryzm, sprawiedliwość społeczna, humanizm, wyzwolenie itp. Zadanie pozorne słowa europocentryzm polega na tym, by ...

[czytaj dalej...]