Jarosław Iwaszkiewicz

Jarosław Iwaszkiewicz urodził się 20 lutego 1894 roku we wsi Kalnik na Kijowszczyźnie. Pochodził ze zubożałej rodziny szlacheckiej. Jego ojciec, Bolesław, brał udział w powstaniu styczniowym (co stało się przyczyną deklasacji), był urzędnikiem i nauczycielem prywatnym. Matka Iwaszkiewicza, Maria z Piątkowskich, była bliską kuzynką Karola Szymanowskiego, który wywarł na młodego Iwaszkiewicza silny wpływ, m. in. odwiódł go od planów kompozytorskich i zapoznał z wieloma kierunkami w ówczesnej literaturze i sztuce; owocem ich współpracy jest opera Szymanowskiego Król Roger, w której splata się wiele wątków kultury europejskiej; Iwaszkiewicz napisał do niej w latach 1918-1920 libretto. Ale zanim to nastąpiło, uczył się w szkołach w Warszawie, Jelizawietgradzie ...

[czytaj biografię...]    [czytaj bibliografię...]    [powrót do listy haseł...]

JAROSŁAW IWASZKIEWICZ – osobista pamięć kulturowa

Iwaszkiewicz urodził się jako poddany cara Aleksandra III, a zmarł w przededniu powstania „Solidarności”. W jego twórczej świadomości współistniały kolejne fazy historii oraz kultury polskiej i europejskiej – od późnego romantyzmu i pracy organicznej przez secesyjny modernizm, ekspresjonizm, inne awangardy międzywojenne (które zresztą nie pozostawiły w jego utworach niemal żadnego śladu), po egzystencjalizm w filozofii i realizm magiczny w literaturze. Za młodu przesiąkł dekadentyzmem i estetyzmem przełomu wieków, które odpowiadały jego egotycznej osobowości – pozostał w ich klimacie do śmierci, co nie przeszkodziło mu w okresie Polski Ludowej uchodzić za najważniejszego współpracownika władzy pośród pisarzy i intelektualistów. Taka postawa, biorąca się z osobistego, fatalistycznego poglądu na naturę procesów historycznych, okresowo szkodziła jego opinii w kręgach emigracyjnych i opozycyjnych, ale jego twórczość próbę czasu przeszła pomyślnie.

Był jednym z nielicznych polskich pisarzy, którzy z powodzeniem ...

[czytaj dalej...]

Zamieszczone teksty pochodzą z podróżniczej Książki o Sycylii oraz z napisanego krótko przed śmiercią eseju Petersburg. Rozdział II Książki o Sycylii nie dotyczy jeszcze samej wyspy – jest to część opisu „podróży przygotowawczych” po miastach włoskich na kontynencie. Jednak to właśnie w nim widać najlepiej Iwaszkiewiczowskie pojęcie kultury jako przestrzeni współistnienia sfer pozornie całkowicie odmiennych. Odległa przeszłość i teraźniejszość, najsubtelniejsze dzieła sztuki i prości wieśniacy, włoskie Trecento i polski wczesny gotyk, Normanowie i Ukraina – wszystko to połączone jest ścisłymi więzami w ramach swoistego „długiego trwania”, którego ośrodkiem nie jest proces historyczny, lecz świadomość twórcy. Rozdział XIV, z opisem sycylijskich obrzędów religijnych, przenosi tę trwałość na jeszcze wyższy poziom kulturowych powszechników.

Niewymieniony z nazwiska towarzysz podróży Iwaszkiewicza to malarz Józef Rajnfeld, któremu Książka o Sycylii jest w całości zadedykowana.

Witkacy, jeden z ośmiu tekstów składających się na Petersburg, łączy z kolei w spójną całość osobistą, prywatną pamięć Iwaszkiewicza, procesy historyczne, rozwijające się na początku XX wieku oraz interpretacje, które nawarstwiły się na tych procesach dziesiątki lat później. Również tutaj widoczna jest odczuwana przez niego i opisywana jedność indywidualnego i powszechnego doświadczenia kulturowego.

Przedruk według: Jarosław Iwaszkiewicz, Książka o Sycylii, rozdziały II i XIV, w: Podróże, tom I, Warszawa 1981 (Dzieła), s. 270-280, 411-423; pierwodruk: Kraków 1956.

Petersburg, rozdział Witkacy, w: Podróże, tom II, Warszawa 1981 (Dzieła), s. 262-273; pierwodruk: Warszawa 1976.

Jarosław Iwaszkiewicz

KSIĄŻKA O SYCYLII

II

Zawsze kiedy się jest już pomiędzy samotnymi drzewami i żółtymi, suchymi domami Italii, jeszcze się wciąż pamięta o wilgotnych przesmykach górskich, które się niedawno mijało. Jeszcze – jak teraz – przypominają się zielone i strome zbocza jakiejś szwajcarskiej doliny, gdzie się wznosi akcentem chłodu i śniegu wysoki, kilkuramienny szczyt, które, jak rzeka deltą, uchodzi do nieba.

Ten chłód górski potrafi iść za człowiekiem i w doliny włoskie, prześladować go i tutaj podmuchem niepotrzebnym i denerwującym. Chłodne Włochy to przecie paradoks, a jednak ma nieopisany wdzięk ta czarna i zimna Wenecja północna, jaka mnie nagle ogarnia, gdy wysiadam na dworcu i starannie omijając gondole i cały dekoracyjno-teatralny sztafaż, który czyni nieznośnym pobyt w Wenecji, zagłębiam się w sieć czarnych, skromnych i zimnych uliczek: takie jest moje powitanie z Włochami.

Spacer jest prawdziwie fantastyczny: woda goni mnie przez te uliczki i mostki, półokrągłe jak powieki czuwających oczu. Miasto po nocy jest aksamitne, puste i romantyczne nie do wiary. Romantyczniejsze niż za dnia, za ciepłych powiewów powietrza, zapachów morskich i pieprznych na zabrudzonych kanałach. Idę ulicami, czarna fala klaszcze, a przede mną pomyka, jak na jakiejś litografii, oglądający się student, jedyny ...

[czytaj dalej...]